przechwytywanie6Przechwytywanie

Jak bardzo starasz się zasłużyć na akceptację i miłość?

 

fot. Aleksandra Urbaszek

Gdzie jest Twoja granica bycia wystarczająco atrakcyjną, wystarczająco szczupłą, granica bycia wystarczająco wysportowaną, wystarczająco mądrą, wystarczająco dobrą, wystarczająco miłą i posłuszną? Wystarczająco dobrą córką, siostrą, żoną, matką, wystarczająco dobrą osobą? Kiedy jesteś wystarczająco dobra dla innych a kiedy dla siebie samej?

Czy starasz się udowodnić, że jesteś wartościową osobą przez spełnianie potrzeb innych, ciągłe zadowalanie ich, nieustanne dążenie do perfekcji? Jeśli masz w sobie presję, by ciągle być „bardziej“ to ciągle szukasz akceptacji u innych. Nadal poszukujesz czegoś, za co będzie można Cię akceptować i kochać. Gdzieś głęboko wierzysz w to, że musisz coś w sobie zmienić, by zasłużyć na prawdziwą akceptację i miłość do Ciebie.

Jak bardzo wierzysz w to, że zasłużysz na szacunek i akceptację tylko wówczas, gdy będziesz godna podziwu? Gdy będziesz „grzeczna“ i najlepsza? Jeśli uważasz, że potrzebujesz takiej doskonałości, to znaczy, że uważasz się za osobę w jakimś sensie wadliwą. To oznacza także, że jesteś przekonana o tym, że inni też tak Cię widzą. A skoro tak myślisz i czujesz, znowu starasz się być najlepszą wersją siebie. Tylko co o znaczy? Dlaczego nie możesz poczuć się wystarczająca już dzisiaj? Masz w swojej głowie obraz doskonałości, wyśrubowane standardy, które uznajesz za słuszne, których spełnienie ma dać Ci poczucie wartości i aprobatę. Stworzyłaś ten obraz będąc jeszcze dzieckiem, małą dziewczynką. Uwierzyłaś, że jeśli będziesz ładniejsza, mądrzejsza, bardziej grzeczna, czy dokonasz czegoś wielkiego- w końcu Twoi rodzice Cię docenią, pokochają, zaakceptują i przestaną krytykować, może któryś z nich będzie nareszcie dumny z Ciebie, a może przestanie wreszcie pić albo wróci do domu?Jako dziecko nie myślałaś o tym, że to dorośli bywają zawodni i nieidealni, uwierzyłaś, że to z Tobą jest coś nie tak, że to Ciebie nie da się lubić, czy kochać.

Czy naprawdę masz stać się kimś innym, by zasłużyć na prawo do istnienia, bycia ważną i kochaną?

Twoje standardy zostały ustalone przez tą małą dziewczynkę, która uwierzyła, że musi być lepsza. Czy nie jest tak, że nic Ci one nie dały, poza ciągłym krytykowaniem samej siebie i poczuciem niskiej wartości? Po co więc je kontynuować, skoro do tej pory nie sprawiły, że czujesz się lepiej sama ze sobą i z innymi ludźmi? Twoja dziecięca wersja siebie potrzebowała stworzyć takie standardy, by móc wierzyć w to, że możesz zrobić coś, by zmienić podejście Twoich rodziców do Ciebie. Nie mogłaś sobie pozwolić na myśl o tym, że Twoi rodzice są zawodni i może się to nie zmienić- to zbyt wiele dla małego dziecka. Dziś, jako dorosła, musisz zrozumieć, że ten sposób myślenia z przeszłości przestał być adaptacyjny. Dziś jest destrukcyjny dla Ciebie, podcina Twoje skrzydła, miażdży poczucie wartości.

Przestań zajmować się przepaścią pomiędzy swoim Ja realnym a Ja idealnym. Ja idealne nie istnieje! Jest tylko Twoją wizją na temat tego jaka musiałabyś być, by zasłużyć na akceptację i miłość. Twoje standardy są związane z dążeniem do Ja idealnego, więc z góry są skazane na porażkę- porzuć je, nigdy nie będą miały sensu! To, czego potrzebujesz to nie jest bycie idealną w tym, czy innym obszarze Twojego życia. Potrzebujesz akceptacji samej siebie, docenienia samej siebie, wiary w to, że jesteś wystarczająca tu i teraz. Potrzebujesz realnej oceny siebie, realnych celów i realnych standardów.Potrzebujesz przestać oceniać siebie tak surowo i bezwzględnie.

Zaopiekuj się tą małą dziewczynką w sobie, która mówi, że musi być lepsza, żeby była czegoś warta. Powiedz jej dzisiaj, że była i jest wystarczająca, że nie musi być kimś innym, by zasłużyć na to, czego jej tak bardzo brakowało i brakuje dziś. Odrzuć nadmierna krytykę, nadmierne zawstydzanie siebie i zobacz, że pod spodem jest coś całkiem przyjemnego- prawdziwa Ty. Zaprzyjaźnij się z tym obrazem, a przekonasz się, że możesz czuć się lepiej bez zmieniania siebie w kogoś innego.

Odpuść swoje iluzje i uwolnij się od żalu

fot.Aleksandra Urbaszek

Czyż nie jesteśmy, czasem zbyt mocno, przywiązani do swoich założeń i wizji? Latami budujemy sądy na temat tego jacy powinni być inni, jaki powinien być świat, wreszcie jakie powinno być nasze życie. Cierpimy za każdym razem, gdy ktoś lub coś ingeruje w ten obraz i burzy stworzony w naszej głowie „właściwy“ porządek. Tylko, który z nich jest „właściwy“, skoro różni ludzie mają różne wizje na temat tego, co być powinno? Która z nich jest tą prawdziwą?

Niewątpliwie prawdziwe jest to, co nam się wydarza. Nawet jeśli jest to niezgodne z naszymi wizjami i oczekiwaniami wobec życia, czy innych ludzi. Gdy burzą się nasze wizje, cierpimy, ale czy to cierpienie daje nam prawo sądzić, że wizja, która właśnie legła w gruzach była tą najlepszą i najwłaściwszą? Czy nie ograniczamy wówczas samych siebie? Czy nie odbieramy sobie prawa do radości z czegoś innego, niż zawartość zburzonego obrazu? W życiu nie chodzi o to, by nie mieć żadnych założeń i pragnień, ale by nie trzymać się ich zbyt kurczowo. Szczególnie wtedy, gdy rzeczywistość podsuwa nam coś zupełnie innego.

Co zrobisz z tym, co jest, jeśli odrzucisz myśli na temat tego, jak być powinno?

Jak inaczej możesz spojrzeć na różne trudności, jeśli ,choć na chwilę, odstawisz na bok myśl, że to niezgodne z twoim założeniem?

W końcu życie toczy się dalej, bez względu na twoje założenia- możesz więc, być bardziej elastyczny i dalej brać w nim udział, albo stać obok z poczuciem krzywdy z powodu tego, że runął jeden z twoich długo pielęgnowanych obrazów.

Co jeśli zamienisz też „miało być inaczej“ lub „nie tak miało być“ na „chciałam/chciałem, żeby było inaczej“? Czy nie zmienia to nieco sytuacji? Nadal nie jest tak, jakby się chciało, ale nie jest inaczej, niż być „powinno“. Jeśli rozpadł się Twój związek, czy będzie różnica jeśli powiesz, że chciałeś, żeby trwał dłużej od „powinno być inaczej“? Twój żal do innych i do świata może stanie się nieco mniejszy? Oddziel chcenia i pragnienia od czegoś, co nazywasz powinnością i tym, co Ci się należało. W „powinno“ zawiera się więcej krzywdy i rozczarowania, niż to potrzebne.

Zburzone iluzje i założenia zawsze są przyczyną jakiegoś cierpienia, trzeba też przejść pewnego rodzaju żałobę po ich utracie, ale nie warto tkwić w takich emocjach zbyt długo. „Powinno być inaczej“czyli przywiązanie do pierwotnej wizji, jeszcze bardziej zakorzenia w wewnętrznym cierpieniu i nie pozwala odpuścić. Zniechęca do działania i zakłóca bardziej realistyczne patrzenia na teraźniejszość i zdrowsze myślenie o przyszłości.

Nie warto zbyt długo obrażać się na innych i na świat za to, że życie nie jest takie, jak się założyło, że powinno być. Tak naprawdę to wyrządza większą krzywdę tylko Tobie. Długotrwały żal i głębokie poczucie skrzywdzenia skutecznie zabierają radość i możliwość korzystania z tego wszystkiego, co oferuje Ci dzisiaj ten nieidealny świat. Niech tym, co napędza Cię do życia i działania będzie poszukiwanie tego, co dostępne, korzystanie z tego i kreowanie nowego zamiast życie złością czy żalem. Poszukuj tego, co może uszczęśliwiać Cię dzisiaj i daruj sobie myśl, że świat powinien być bardziej sprawiedliwy, czy taki, jak chcesz. Zastanów się raczej co możesz zrobić z tym, co jest i nie pozwól by żal i złość ograniczały Cię przez kolejne dni, miesiące, lata, by potem znów powiedzieć, że życie nie jest takie, jakie miało być.

Miłość. Czym właściwie jest? Czego potrzeba, by przetrwała?

Processed with MOLDIV

Miłość to na pewno proces dynamiczny, coś co się zmienia, nie pozostaje takie samo. Miłość ma wiele odcieni, ale czego potrzeba by związek był na tyle trwały, by móc ich doświadczyć?

W dzisiejszych czasach karmi się nas głównie wizją miłości opartej na zakochaniu. Niezliczona ilość komedii romantycznych, czy historii opowiadanych przez niektórych ludzi z tzw.show-biznesu, także skupia się tylko na tej jedynej części- na pożądaniu i namiętności. Zarówno takie filmy, jak i opowieści urywają się w momencie, gdy ludzie są zauroczeni sobą, przepełnieni namiętnością. Rzadko pokazuje się co jest dalej, jakie inne części są potrzebne do realnego, trwałego związku. Związek pokazany tylko od tej strony romantycznej i przepełnionej namiętnością jest nieco przerysowany i oszukany. Jeśli damy się złapać w taką pułapkę postrzegania miłości, staniemy się niewolnikami poszukiwania ciągle to nowych namiętności, bo mało kto pokazuje również prawdę o tym, że namiętność gaśnie i jest to stanem normalnym. Namiętność i pożądanie to jeszcze nie miłość, choć to jeden z jej składników, który pojawia się na początku tworzenia się relacji. Jednocześnie koniec namiętności często bywa końcem relacji, w której zabrakło czegoś jeszcze, co bardziej spaja i co daje szansę na przetrwanie i dojrzewanie relacji. Na samych emocjach związanych z pragnieniem, pożądaniem, czy uniesieniem miłości się nie zbuduje. Ludzie nierzadko mylą takie pożądanie z miłością, tak samo jak mylą cierpienie z miłością. Myślą, że skoro pożądam i jest namiętność to kocham. Czasem miłość mylona jest też z pewnego rodzaju cierpieniem. Ci, którzy mylą cierpienie z miłością, często im bardziej cierpią i są odrzucani, tym bardziej pożądają i tym bardziej nazywają to wielką miłością. To raczej wielka namiętność i wielkie pragnienie by pokochał ktoś, kto nas w jakiś sposób odrzuca, ktoś, kto jest niedostępny. Poza tym, intensywność takich emocji kiedyś maleje i okazuje się, że poza tym nie ma nic, pustka. Relacja najczęściej rozpada się. Niekiedy ponownie może zostać uruchomiona „gra“ w niedostępność i porzucenie ale z biegiem czasu przestanie dostarczać takich doznań jak te początkowe. Nie tylko obserwacje z tzw. życia codziennego, ale nawet badania dowodzą, że to nie namiętność wyznacza poziom satysfakcji w związku i to nie od siły namiętności będzie zależeć to, czy chcemy ratować relację, czy postanowimy ją zakończyć.

Jakie są więc inne „składniki“ miłości, które muszą zaistnieć, by miłość była miłością trwałą, a nie tylko chwilowym i ulotnym zauroczeniem?

INTYMNOŚĆ i ZAANGAŻOWANIE, które jest też pewnego rodzaju zobowiązaniem.

Czym jest intymność?

Intymność to najsilniejszy wyznacznik satysfakcji w związku. To rodzaj bycia blisko w sposób głębszy, niż tylko fizyczny. W takiej bliskości obecne jest zaufanie i poczucie, że można liczyć na drugą osobę. Jesteś dorosłą osobą, wiesz, że musisz się zmierzyć z różnymi trudnościami, ale wiesz, że ta druga osoba jest, że będzie cię wspierać, że twoje zmagania nie są jej obojętne. Tak samo ty jesteś w gotowości do niesienia wsparcia i podarowania swojej obecności. W bliskości jest troska o drugą osobę i gotowość do wspierania jej, gdy ta tego potrzebuje. To też gotowość do dzielenia się uczuciami bez obawy przed odrzuceniem, albo pomimo takiej obawy i wspólne przeżywanie tego, co nas spotyka. Możesz być sobą i pozwalasz być sobą osobie, którą kochasz. Znacie swoje potrzeby, ale też swoje wady. Bliskość pozwala na lepsze porozumiewanie się, na wzajemne wychodzenie na przeciw potrzebom partnera ale też bez konieczności zaniedbywania swoich. Intymność to te wszystkie zachowania, które w efekcie dają także pozytywne uczucie przywiązania.

Bliskość, zazwyczaj zupełnie inaczej niż namiętność, może być także czymś, czego się bardzo obawiamy. Uciekać przed bliskością można na wiele sposobów. Wcale nie tak mało z nas buduje różnego rodzaju mury, które mają nas zabezpieczyć przed zranieniem, ale niestety zabezpieczają wówczas także przed trwałą miłością. Tworzenie się intymności w związku, to etap, na którym możemy doświadczać lęków związanych z poprzednimi relacjami, a najczęściej związanych ze stylem przywiązania jakiego uczymy się w dzieciństwie (nieco więcej o tym znajdziesz tutaj). Możemy doświadczać lęku przed odrzuceniem a także lęku przed zbliżaniem się i ponownym zranieniem. Warto przyjrzeć się tym lękom bliżej, ponieważ to one mogą znacząco przeszkadzać w budowaniu więzi między partnerami, opartej na zaufaniu i właśnie intymności.

Intymność pojawia się znacznie wolniej, niż namiętność, ale jest też dużo bardziej trwała. To składnik bardzo wrażliwy na zdradę, agresję, czy totalny egoizm- pod ich wpływem potrafi gwałtownie opaść. Odbudowanie intymności jest oczywiście możliwe, ale wymaga znacznie większego zaangażowania. Również utrzymanie intymności przez długie lata nie dzieje się samo.

A czym jest ZAANGAŻOWANIE, zwane także ZOBOWIĄZANIEM?

W zaangażowaniu znajdują się wszelkie decyzje, myśli, uczucia, ale także działania, których celem, i to bardzo świadomym, jest utrzymanie związku. Utrzymanie go pomimo różnych trudności i podjęcie wysiłku, aby związek przekształcać w jeszcze bardziej trwały i stabilny. Doskonale wiemy, że nie zawsze jest różowo, a nam i partnerowi z resztą również, daleko do tzw. ideału, ale pomimo to, widzimy co dobrego daje nam ten związek, bilans strat i zysków jednak jakoś nas zadowala, więc postanawiamy w nim trwać i o niego dbać. Uczymy się tolerować fakt, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, ale może w ogóle nie potrzeba mieć ciastka, gdy już się je zjadło albo lepiej zachować ciastko, niż je zjeść a potem smucić się, że już go nie ma? Zaangażowanie może wzrastać oczywiście pod wpływem samej satysfakcji ze związku, ale także dzięki obniżeniu atrakcyjności tego, co pozostaje dostępne poza związkiem. Co ciekawe, obniżanie atrakcyjności tego, co jest dostępne poza związkiem, czyli także atrakcyjności innych potencjalnych partnerów, następuje w sposób nieświadomy właśnie u tych osób, które są silnie zaangażowane w obecny związek. Chronimy to, co nasze, co uważamy za wartościowe. Nie dziwi więc fakt, że najbardziej ze związków zadowolone są osoby będące w takich relacjach, gdzie obie strony zaangażowane są na podobnym poziomie. Wszelkie dysproporcje wpływają niekorzystnie na samopoczucie w związku. Nie tylko bliskość, ale właśnie również zaangażowanie tworzą tak istotne w związku poczucie bezpieczeństwa. W końcu każdy chce, aby partnerowi zależało tak samo, jak nam i aby dla niego związek także był czymś, o co chce się starać. Silne zaangażowanie może pozwolić przetrwać nawet największe kryzysy. Warto więc zatroszczyć się o ten aspekt relacji, zrozumieć co przynosi nam nasz związek i starać się utrzymać go w jak najlepszej kondycji. Może nie warto bać się zobowiązań i tego wszystkiego, co bardziej wiąże, skoro i to może pozwolić przetrwać i pozwolić dalej rozwijać się miłości?

NAMIĘTNOŚĆ, INTYMNOŚĆ i ZAANGAŻOWANIE to trzy składniki tzw. miłości kompletnej. Miłość pełna, kompletna nie spada na nas jak zakochanie, poza emocjami potrzebuje też rozumu i pracy włożonej w związek przez obie strony. Zakochanie jest raczej czymś bardziej nakierowanym na siebie, bardziej egoistycznym i opiera się głównie na wyobrażeniu na temat danej osoby i doświadczaniu głównie radości i uniesień w związku z tym. Miłość zaś, ukierunkowana jest bardziej na drugą osobę, z większym zaangażowaniem, troską i jest bardziej gotowa na różne przeciwności losu, bo nie tylko uczucia grają tu rolę, ale także rozum wie, że warto.

Jeśli coś, co było, teraz już nie trwa, oznacza to, że zmiany były niezbędne

fot. Aleksandra Urbaszek

„Chcę, żeby było jak dawniej.“

„Kiedyś było lepiej.“

„Wcale nie było tak źle, jak mi się wydawało.“

Czy myślisz tak czasem? Czy to jedne z tych przekonań, które obniżają Twój nastrój i pozbawiają siły ?

Nawet jeśli to „dawniej“ było przyjemne, pamiętaj, że z jakiegoś powodu się skończyło, a przede wszystkim pamiętaj o tym, że nie potrzebujesz wskrzeszać „dawniej“, by mogło być dobrze dziś. „Dawniej“ jest Ci potrzebne głównie do rozpamiętywania i wzbudzania większego żalu. Jeśli coś, co było, teraz już nie trwa, oznacza to, że zmiany były niezbędne. Zmiany, by móc coś utrzymać, albo zmiany by móc coś skończyć. Zmiany, które mogą pozwolić Ci czuć znowu satysfakcję, radość, pozwolić poczuć się kimś, kto jest kochany, poczuć równowagę, jeśli tylko do tego je wykorzystasz. Zmiany, które często dotyczą Twojego wnętrza, a więc najpierw musisz poczuć dyskomfort, by coś chcieć zmieniać…

Poza tym, skoro wszystko ciągle się zmienia, dlaczego sądzić, że tkwienie w jednym, tym samym punkcie byłoby dobre? Tak, jak w związku nie da się utrzymać stanu zakochania z jego początków, tak w wielu innych kwestiach Twojego życia nie da się utrzymać pewnych stanów z przeszłości. By w związku była miłość, związek musi się rozwijać, przechodzić kryzysy, wzrastać właśnie na poczynaniu pewnych zmian. Możesz wówczas utrzymać uczucie kochania i bycia we wspólnocie jaką jest związek, przy czym jest to równoznaczne z tym, że nie jest tak, jak wcześniej, ale tez być nie musi, a nawet nie zawsze powinno, bo Ciebie z „wcześniej“ też już nie ma. Tak samo w innych aspektach Twojego życia- jeśli pozostaniesz tylko w przywiązaniu do tego, co było, pozbawisz się szansy na wzrastanie i dalsze doświadczanie również tego, co dobre. Jeśli zaprzeczysz zmianom i utratom, pozostaniesz jedynie w żalu.

Pamiętaj też o tym, że w momentach, w których odczuwamy spory dyskomfort w życiu, mamy tendencję do widzenia tego, co straciliśmy jako bardziej wartościowego. Jednym słowem, gdy jest nam źle, możemy idealizować swoją przeszłość, choć w trakcie jej trwania wcale nie było nam tak dobrze. Jeśli tęsknisz za uczuciem, które było, zrozum, że z jakiegoś powodu nie mogło dalej trwać w takich samych warunkach i w tym samym kształcie. Możesz znowu je poczuć, ale by mogło zaistnieć i trwać dziś, potrzebujesz już czegoś nieco innego, niż w przeszłości.

Nie ma więc sensu wracać do tego, co było i szukać siebie z przeszłych czasów. To miało rację bytu wtedy i tylko wtedy. Dziś jesteś kimś z innymi doświadczeniami, masz coś innego i to ma sens. Czy potrzebujesz miłości z przeszłości, by móc dzisiaj kochać i być kochanym? Czy potrzebujesz być w tych samych miejscach, co kilka lat temu, by przeżywać podobne stany? Zdecydowanie nie! Najbardziej potrzebujesz odklejenia się od przeszłości jako wizji czegoś, w czym było lepiej i zaakceptowania tego, że zmiana była potrzebna, by móc iść dalej. Nawet jeśli nie wszystkie te zmiany rozumiesz już dziś. 

Zaakceptuj ból by uniknąć cierpienia

owca

Jeśli unikasz bólu, unikasz też przyjemności. Ból podąża zawsze za przyjemnością, jest jak jej brat, jak jej cień. Unikając bólu może nigdy nie upadniesz, ale też nie znajdziesz się na szczycie, nawet na chwilę. Nie żyjesz naprawdę, pozostajesz zamrożony, jeśli nie uznajesz też istnienia śmierci. Życie i śmierć są nierozłączne jak przyjemność i ból.

„W jaki sposób uniknąć gorąca i zimna?(…) Mistrz odpowiedział: Bądź gorącem, bądź zimnem“. Paradoksalnie: „Aby uwolnić się od bólu, powinniśmy zaakceptować ból jako zjawisko nieuniknione i naturalne. Ból jest bólem. Doświadczenie bólu jest faktem. Natomiast cierpienie to wyraz odrzucenia bólu, żądanie by życie nie było bolesne. To odrzucenie faktów, zaprzeczenie życiu i naturalnemu porządkowi rzeczy“ ( Osho)

Cierpienie nie pochodzi więc z samego bólu, ale z zaprzeczania temu, że jest on czymś właściwym i naturalnym. Cierpienie pochodzi od pragnienia, by ból był nieobecny i nadawania mu specyficznych interpretacji- czegoś, co miało się nam nie przydarzyć. Zaakceptuj zarówno lato, jak i zimę. Zaakceptuj przyjemność i ból, życie i śmierć, wzloty i upadki. Wówczas ból pozostanie tylko bólem, który przemija, zamiast cierpieniem, które każdego dnia otwiera ranę na nowo.

Sprawdź, czy sam blokujesz swoje działanie

drzwi

Czasem jesteśmy niezadowoleni z naszego życia, a jednocześnie robimy tak niewiele, by zacząć coś zmieniać…

Jak zazwyczaj brzmią Twoje wymówki? Jakie masz na dzisiaj? Czy któreś z nich brzmią znajomo?

I tak się nie uda– Jeśli nie spróbujesz, to masz to jak w banku. Możesz nawet powiedzieć później „Miałem rację”! Czy chodzi Ci o taką rację w życiu?

Znowu mi nie wyjdzie jak trzeba– W życiu masz robić tylko to, co wychodzi jak „należy“, czy coś, by żyć wystarczająco dobrze?

I tak mam pecha– Nawet jeśli kiedyś miałeś pecha, czy nadal chcesz zrzucać swoją bierność na okoliczności z przeszłości? Przeszłość wiele pomieści, tylko co z Twoim życiem teraz i jutro?

Chciałbym coś innego, niż to– A więc możesz czekać bardzo długo i nie ruszyć z miejsca, albo brać to, co jest i robić użytek właśnie z tego. Rezultaty na pewno będą lepsze od czekania na coś lepszego!

Nic nie jest takie, jak być powinno – A jeśli nigdy nie będzie? I co to znaczy „powinno“?

I tak nic nie zależy ode mnie– Nie wszystko zależy od nas, ale jednak wiele tak. Jeśli oddajesz sprawczość tylko swojemu losowi, czy czemuś lub komuś innemu, to w jaki sposób masz być zadowolony z życia, którym nawet nie próbujesz kierować?

Tak trudno jest się za coś zabrać– A czy łatwiej potem znosić skutki swojej bierności? Myślę, że są jednak bardziej dotkliwe i świetnie podkopują poczucie wartości i nadzieję.

Jestem beznadziejny, lepiej się wycofać– Jeśli się wycofasz, za chwile pomyślisz, że jesteś beznadziejny jeszcze bardziej. Czy mówiłbyś tak do swojego dziecka i w ten sposób je motywował? Pewnie nie, czemu więc robisz to sobie? Bądź swoim przyjacielem, a zyskasz znacznie więcej.

Kiedyś było lepiej– Nawet jeśli, to „kiedyś“ już dawno zniknęło i skoro było tak dobre to dlaczego ma psuć Twoje „teraz“? I jak Twoje „teraz“ ma być lepsze, skoro zajmujesz się ciągle jeszcze „kiedyś“? To tak, jakby podlewać tylko jedną roślinkę i dziwić się, że druga obok nie rośnie tak pięknie…

Masz wszystko czego trzeba, by żyć tu i teraz, by móc korzystać z tego, co masz, by dziś zrobić krok dalej. Masz też wszystko, by móc wreszcie bardziej polubić siebie i zacząć się wspierać.

Może czytając ten tekst, w Twojej głowie pojawi się kolejne „ale”…Możesz wybrać, czy w nim pozostaniesz, czy pomimo tego, że przyszło Ci do głowy, zrobisz coś innego. Może tym razem nie pozwolisz, aby kolejne „ale” zawładnęło Twoim umysłem

By zacząć zmieniać, zrób pierwszy krok

fot. Emilian Snarski

Myślisz i czujesz, że pragniesz jakiejś zmiany? Być może nawet już wiesz, czego konkretnie potrzebujesz? Nadal jednak zastanawiasz się od czego zacząć, skoro jesteś w punkcie „zero”, a podróż do celu wydaje się być długa i wcale niełatwa?

Zrób pierwszy krok- to wystarczy by już dziś pójść naprzód. Wszystkie ważne sprawy i nawet wielkie zmiany zaczynają się od tego jednego, często niepozornego kroku. Nic nie dzieje się od razu i nie dzieje się samo. Zmiany w życiu  nie powstają nagle, nawet jeśli coś się niespodziewanie wydarza, jest owocem różnych czynników, które istniały i działały od jakiegoś czasu. Nikt nagle nie kończy związku, nikt nagle nie chudnie 10 kilogramów. Zmiany są procesem, zbiorem wielu mniejszych kroków i małych decyzji.

Zacznij działać, nawet jeśli ci się nie chce, nawet jeśli są jeszcze wątpliwości. Może nigdy nie zachce ci się tak, jakbyś tego chciał i może nigdy twój umysł nie przestanie podważać decyzji pójścia naprzód? Czekanie na lepszy czas pozostawia cię w tym samym miejscu, w którym przecież jednak nie chcesz do końca być. Pierwszy krok nie musi być idealny. Robiąc coś nowego, nie poczujesz się od razu ekspertem. Przygotuj się na to. Jaki by nie był ten pierwszy krok, sprawia, że coś zmieniasz, że zbliżasz się do celu. A chyba właśnie tego pragniesz?  Małe dziecko, gdy uczy się chodzić, robi to najpierw dosyć nieporadnie, przewraca się, upada, po to, aby po jakimś czasie rozwinąć i opanować nową umiejętność, która staje się czymś naturalnym i z czasem bardziej doskonałym. Początkowe błędy zanikają, choć nie znaczy to, że już nigdy nie upadnie, czy się nie potknie. Co by było, gdyby takie dziecko zraziło się upadkiem, czy tym, że nie potrafi chodzić tak, jak dorośli, albo tym, że może kiedyś jeszcze się potknie?

Ty też nie rezygnuj tylko dlatego, że nie udaje się od razu, że coś nie jest łatwe i doskonałe. Robienie pierwszego kroku, błędy, upadki w drodze po nowe, to cykl, który towarzyszy nam całe życie. Przeciwstawianie się temu, tylko pozbawi cię sił.  Nie staraj się robić z siebie mistrza w czymś, czego próbujesz po raz pierwszy. Niech twoim codziennym sukcesem i mistrzostwem będzie działanie. Satysfakcja może rodzić się już z samego podjęcia działania i kolejnych małych kroków.

Co mijający rok mówi o Tobie?

fot. Aleksandra Urbaszek

Koniec roku, to nie tylko związana z Nowym Rokiem nadzieja na lepsze i postanowienia noworoczne. To także czas podsumowania tego, co się wydarzyło. Czy w ogóle warto to robić? Co takie „rozliczanie“ starego roku może dobrego wnieść? Ci, którzy uznają mijający rok za niepomyślny, najchętniej szybko by o nim zapomnieli. Ci, którzy przeżyli coś dobrego, może przypomną sobie te parę chwil.

A ja dziś zachęcam Cię do czegoś więcej. Nawet jeśli jesteś jedną z tych osób, które uznają ten rok za kiepski, nie odcinaj się od niego tak szybko. Pospieszne wymazywanie go ze swojego życia niczego nie nauczy, tylko sprawi, że faktycznie stanie się on bardziej utraconym czasem. Tylko po co? Bez względu na to, jaki ten rok był dla Ciebie, przyjrzyj mu się w sposób, który może powiedzieć coś o Tobie. Jak minione doświadczenia na Ciebie wpłynęły? Przecież ciągle uczymy się czegoś nowego, odkrywamy siebie, czasem poznajemy z tej strony, która do tej pory pozostawała uśpiona. Kim byłeś/ kim byłaś w tym roku? Jak odnalazłeś się w różnych sytuacjach? Co być może Cię przerosło i czego Cię to nauczyło? Czego nowego doświadczyłeś zarówno przyjemnego, jak i nie? Co Cię budowało, a co osłabiało w tym roku? Przecież to bardzo ważne wskazówki do tworzenia satysfakcjonującego życia i lepszego rozumienia siebie i swoich wyborów. To ułatwi Ci także kreowanie bardziej realnych celów – tych, które oparte są na Twoich możliwościach i potrzebach.

Jaki byłeś dla siebie i czy nadal taki chcesz być, czy może chciałbyś bardziej zatroszczyć się o siebie? Może miniony rok zachęci Cię do tego, by stać się dla siebie kimś bardziej wspierającym? A może analizując mijający rok, dojdziesz do wniosku, że chcesz bardziej zatroszczyć się o innych? To kolejny punkt, któremu warto się przyjrzeć. Ty w relacjach. Ile Cię w nich było? Czy nie zaniedbałeś swoich bliskich, sam też na tym cierpiąc? A może właśnie czujesz, że był to dobry czas dla Ciebie i najbliższych, dlatego warto o tym pamiętać i utrzymać ten status? Jakich ważnych ludzi los postawił na Twojej drodze? Jakie wydarzenia wpłynęły na twój sposób myślenia?

Jakie Twoje pragnienia były najsilniejsze w ubiegłych miesiącach, co było dla Ciebie najważniejsze? Sprawdź, czego poszukiwałeś w tym roku i,  które z twoich pragnień zostały zrealizowane. Przyjrzyj się też tym, których nie udało się osiągnąć- może wcale nie były najważniejsze, a może coś utrudniało Ci ich realizację i dobrze będzie zmienić sposób w jaki chcesz je spełnić? Nie bój się spojrzeć na swoje błędy- to w końcu one wskazują, którą drogą nie iść i to one bywają najlepszym nauczycielem, jeśli tylko przyjmiesz je jako coś naturalnego i nie zalejesz się falą krytyki z ich powodu.

Na koniec, najważniejsze- za co możesz być wdzięczny? Nawet, jeśli uważasz, że był to kiepski okres w Twoim życiu, nigdy nie jest tak, że nie mamy niczego dobrego i wartościowego. Nie mamy wszystkiego, ale to nie znaczy, że niczego. Zastanów się więc, za co możesz być wdzięczny. Wdzięczny życiu, innym ludziom, sobie? Zaakceptowanie wszystkiego, co się działo i wdzięczność za to, co masz, da Ci więcej siły i zasobów na kolejny, nadchodzący Rok.

Znowu to samo postanowienie noworoczne?

z1

Znasz to? Wiele sobie obiecujesz, a niewiele z tego się udaje? Myślisz, że tym razem się uda, a znów pozostajesz z frustracją? Może czas przyjrzeć się temu, dlaczego tak się dzieje. Powodów może być kilka, a nawet kilka jednocześnie.

Pierwszym z nich jest fakt, że wszelkie „postanowienia noworoczne“ bywają raczej zrywem, pewnym pragnieniem wyrażonym w czasie, w którym zachęca się nas do zmian w życiu. Faktyczne zmiany są procesem, często długotrwałym, do którego nie tyle jest potrzebna silna wola, co prawdziwa gotowość do tej zmiany. A więc zadaj sobie pytanie, czy masz taką gotowość albo czego do tej gotowości Ci brakuje?

Kolejnym utrudnieniem jest narzucanie sobie nielogicznych ram czasowych- coś, co ma się rozpocząć 1 stycznia, przy braku wcześnie wspomnianej gotowości, będzie tylko źródłem napięcia i złości na samego siebie. Zastanów się raczej ile czasu potrzebujesz, żeby osiągnąć swój cel w ogóle, ale też czego potrzebujesz, żeby rozpocząć wdrażanie zmian. Nierzadko trzeba najpierw przygotować się do samego wprowadzania nowych aktywności. Data nie ma znaczenia, znaczenie ma gotowość i dobry plan.

Dobry plan, czyli jaki? Powszechnym błędem jest wyznaczanie sobie celów i postanowień, które przekraczają nasze aktualne możliwości. Twój cel musi być realny i możliwy do osiągnięcia. Nie oznacza to, że nie możesz marzyć i dążyć do rzeczy „wielkich“, oznacza to, że nawet jeśli w dalszej przyszłości chcesz osiągnąć coś takiego, to dobrze jest podzielić taki cel na mniejsze, bardziej realne etapy i zająć się tym pierwszym. Będzie Ci również łatwiej utrzymać motywację, jeśli będziesz myśleć o tym poszczególnym etapie i doświadczać satysfakcji z jego realizowania, zamiast przygnębiać się tym, że ostateczny cel jet jeszcze daleko. Dobry cel to taki, który daje poczucie sprawczości i sukcesu nawet w trakcie jego wypełniania, a nie tylko na samym końcu- u celu. To uchroni Cię także od rozczarowania i pozostania z niczym, jeśli ostateczny cel, z jakiegoś powodu odsunie się w czasie, czy też stanie się nieosiągalny. Ustawiaj więc swój cel tak, aby cieszyło Cię zarówno wypełnienie go w stu, jak i w dwudziestu procentach, a nawet samo podjęcie wysiłku.

Warto też przewidzieć to, co może utrudniać, obniżać motywację w trakcie realizowania zmian. Pomyśl, co może być dla ciebie trudne, kiedy zazwyczaj dopada Cię zniechęcenie w działaniu i przygotuj się na to. Takie chwile na pewno się zdarzą, ale ważne jest to, aby nie stały się przyczyną całkowitej rezygnacji z dalszej realizacji planu. Stwórz sobie system wsparcia, który uruchomisz, gdy znajdziesz się w takim trudnym momencie. Może być to kilka zdań spisanych wcześniej, które podtrzymają twoja motywację. Może to być przyjaciel, którego wtajemniczysz w sytuację i poprosisz o wsparcie. Możesz mieć też listę tego, co zrobić, gdy poczujesz, że potrzebujesz powrócić do równowagi psychicznej, by dalej móc działać.

Silnym „przeszkadzaczem“ w dążeniu do celu jest także perfekcjonizm. Jeśli ciągle będziesz oczekiwać idealnych rozwiązań, uważać, że wszystko można zrobić lepiej, szybciej, że Ty musisz być jeszcze lepszą wersją samego siebie, wówczas nigdy nie dotrzesz do celu, bo ciągle będziesz go przesuwać. Gwarantuje to brak satysfakcji, dużo napięcia i jest bardziej związane z doświadczaniem samokrytyki, niż rozwojem i osiąganiem poczucia szczęścia. Perfekcjonizm wiąże się także z brakiem cierpliwości i tolerancji rzeczywistości. Czasem trzeba popracować najpierw nad swoją tendencją do nadmiernego perfekcjonizmu, a dopiero potem wyznaczać zdrowe, realne cele.

Pomóc może Ci także spisanie planu dnia/tygodnia tak, aby logicznie rozplanować nowe działania, by były one realne. Nie rozpisuj ich w czasie, w którym wiesz, że zazwyczaj dopada Cię zmęczenie. W tym czasie zaplanuj raczej chwilę relaksu. Zastanów się, który moment w ciągu dnia da największą szansę na to, że faktycznie podejmiesz działanie. Nie zapominaj także umieścić w swoim planie tego, co najważniejsze- dbania o relacje z bliskimi. To satysfakcja w tych relacjach da Ci też dużo siły na inne działania i więcej radości oraz spełnienia w życiu w ogóle.

Martwienie się to nie działanie

Fot. Aleksandra Urbaszek

Zamartwianie się jest zajmowaniem się niczym lub niekonstruktywnym zaaferowaniem samym sobą.
Niczym, gdy martwimy się jakie coś będzie, co się wydarzy, co przyniesie przyszłość. Nie możemy się tym zająć, bo tego nie ma i nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek przyjdzie i jakie będzie. Takie myślenie więc, odciąga nas od prawdziwego działania i zajmowania się faktycznym życiem. Natomiast zamartwianie się o kogoś, to niekonstruktywne zajmowanie się sobą, bo nie zbliża nas do tej drugiej osoby, niczego dobrego nie wnosi w relację. Troską o drugą osobę jest bycie blisko, gdy potrzebuje, zapytanie o to, czego potrzebuje, czy pocieszenie jej. Zamartwianie się nie wspiera, skupia się tylko na samym zamartwiającym się.
Troszczyć się to nie znaczy zamartwiać się .

Jeśli więc chcesz się zatroszczyć o swoją przyszłość, zajmij się swoją teraźniejszością, a jeśli chcesz zatroszczyć się o kogoś bliskiego- bądź przy nim.